Lyrics Maciej Maleńczuk

Maciej Maleńczuk

Mikrofon

Stoje w świetle ramp, dostępny wszystkim wam

Przywykły nieśmiertelnej procedurze

Przed mikrofonem stał jak łołtarza bram

Nie! Przed strzelniczą dziurą w murze

Mikrofonowi temu coś nie w smak

Wiem, głosu mego wszyscy mają DOŚĆ DZIŚ!!

I jestem pewien że najmniejszy fałsz

Zaraz publicznie się nagłośni

Ref:

Dwa reflektory palą mnie pod żebra

lecz będę grał w teatrze jakże nie grać

niczym w martenie dziś na scenie skwar

ŻAR ŻAR ŻAR

Akurat kiedy głos tak zachrypł mi

że nie wiem jak publikę dziś zabawię

on patrzy na mnie i bezczelnie drwi

JA twego fałszu nie poprawię

z gorąca pewnie mam halucynację

jak wąż mikrofon się przede mną wiję

nie mogę sfałszować i wiem ze ma rację

i gdy to zrobię to ukąsi w szyje

a szyja mu się gnie niczym u żmiji

niewolno wstać niewolno mi się wiercić

on tylko czyha na to blisko mojej szyi

i muszę tutaj śpiewać aż do śmierci

Ref:

Dwa reflektory palą mnie pod żebra

lecz będę grał w teatrze jakże nie grać

niczym w martenie dziś na scenie skwar

ŻAR ŻAR ŻAR

Nie pójdę nigdzie i nikt stąd nie wyjdzie

bo bujny język i oczy nie dobre

wpatrzone we mnie czymże jesteś czymże

ja tu nie śpiewam, ja zaklinam kobrę

Żarłoczny niczym pisklę mały kac

wyrywa dźwięk jak się wyrywa serce

ja bronić się nie mogę przecież gram

gitara wiąże moje ręce

Ref:

Dwa reflektory palą mnie pod żebra

lecz będę grał w teatrze jakże nie grać

niczym w martenie dziś na scenie skwar

ŻAR ŻAR ŻAR

I kiedyś wreszcie koniec temu będzie

czym jest mikrofon mój kto mi odpowie

teraz znów plonie niczym świeca po kolędzie

a ja nie święty ja przecież człowiek

melodie moje to są proste dźwięki

lecz,

gdy mnie jeszcze nie brzęknie czasem ton

od ciosu nie uchronie swojej szczeki on tutaj stoi wciąż on mój mikrfooon

ref:

Dwa reflektory palą mnie pod żebra

lecz będę grał w teatrze jakże nie grać

niczym w martenie dziś na scenie skwar

ŻAR ŻAR ŻAR